Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Varia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Varia. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 grudnia 2024

Skok w bok

Gdybym nie znał prozy Sapkowskiego od trzech dekad, ominąłbym tak arcyszpetną okładkę szeeerokim łukiem.

Produkcje fantastyczne mają to do siebie, że programowo ich okładki muszą po większości tchnąć tandetą i szmirą, żeby kupiło je jak najwięcej szczeniaków. Ze schematu tego wyłamuje się zdecydowana mniejszość. Trudno i darmo. Szczęściem zetknąłem się z AS-em, sam szczeniak, w ’93 roku, bodaj w majowym numerze „Nowej Fantastyki”, gdzie zamieścił sławny, emanujący erudycją i znawstwem literatury fantasy esej Piróg albo nie ma złota w Szarych Górach, który rozjuszył część wyjadaczy z fantastycznego poletka, z Rafałem Ziemkiewiczem włącznie. Zaraz potem trafiłem na opowiadania o wiedźminie – i przepadłem. Jędrne, diablo inteligentne i naturalne dialogi, w których każdy z bohaterów mówi inaczej, umiejętność budowania nastroju (w tym rozśmieszania do rozpuku i wyciskania łez), mistrzowskie łączenie archaizmów ze współczesnym słownictwem i terminami rodem z naszej stechnicyzowanej epoki społeczeństwa opartego na wiedzy, literatura skrząca się aluzjami, dowcipem i odniesieniami do dzieł kultury, niekiedy na nowo, na zasadzie retellingu, opowiadająca legendy i baśnie (exemplum Mniejsze zło, Granica możliwości, Trochę poświęcenia, Ziarno prawdy), pojawiają się postacie lub monstra z folkloru słowiańskiego i szerzej: europejskiego, jak również z mitów arturiańskich, które autor sprytnie wprowadza przez fabularnie dobrze uzasadnione podróże między wymiarami (co się tyczy świata króla Artura, mamy młodzika sir Galahada, Nimue alias Panią Jeziora vel Morganę, Króla Rybaka łowiącego ryby na dorożkę). Wszystko to stawia Sapka, jak od lat bywa nazywany w fandomie, na niekwestionowanej pozycji dzisiejszego Sienkiewicza. Inspiracji którym zresztą nie ukrywa.
Choć nie jest to proza na miarę Borgesa, Nabokova czy innego Hessego, nie da się ukryć, że sroce spod ogona nie wypadła. Potrafi oczarować i zmusić do myślenia tudzież wertowania słowników języka polskiego, dostarczając godziwej rozrywki na nietuzinkowym poziomie.

Jak będzie z Rozdrożem kruków? Czy autor utrzymał formę sprzed lat? Nie omieszkam się o tym przekonać. Właśnie odebrałem przesyłkę z paczkomatu i biorę się do lektury. Będę ją sobie dawkował łyżeczkami, żeby za szybko nie połknąć potencjalnej perełki i raczyć się jak najdłużej.
Swoją drogą nie wyobrażam sobie, żeby można było udatnie przełożyć go na inne języki. Choć przecież się tłumaczy. Udatnie, czyli oddając smaczki
– a imię ich legion – polszczyzny w wydaniu AS-a polskiej fantastyki. Polszczyzny przepysznej. Chrupiącej. Wyśmienitej, że palce lizać. © Paweł Jarosław Kamiński 4.12.2024 (aktualizacja: 28.01.2025)

piątek, 5 lutego 2021

Chleb powszedni tłumacza

Otrzymuję tekst do przełożenia. Felieton. Właściwie felietonik. Łatwo będzie? To się okaże, nieraz w praniu wyskakują jak diabeł z pudełka najróżniejsze niespodzianki.

Prawie na samym początku pojawia się cytat. Normalka. Z utworu poetyckiego. Też nihil novi. Idzie o wyimek z wiersza Jamesa Russella Lowella:

Life is a sheet of paper white
Whereon each one of us may write
His line or two, and then comes night.

Co robię? Proste: przegrzebuję internet w poszukiwaniu uznanego polskiego przekładu. Nigdzie nic. Null. Ani uznanego, ani jakiego bądź. No, wprawdzie jakiś fragment znajduję, ale akurat nie tych linijek.

Latać po bibliotekach, nie wiedząc na pewno, czy jego teksty były tłumaczone na polski, a jeśli tak, to które? A jeśli nawet przełożono tenże utwór, to jaka gwarancja, że znaleziony przekład będzie pasować do kontekstu felietoniku? Żadna. W dodatku czas nagli. Pytam na forum tłumaczy. Zero odzewu. Pytam na drugim. Nikt nic nie widział, ktoś coś słyszał jednym uchem.

Mogiła? Nic z tych rzeczy. Mysz przyparta do muru walczy dzielnie jak lew. Biorę tekst na warsztat i zdaję się na jakie takie zdolności w tym kierunku, którymi obdarzyła mnie Opatrzność. Jak wyjdzie, tak wyjdzie. Mus to mus. Daję z siebie, ile mogę, i lecę dalej.

Gdzieś w dwóch trzecich felietoniku powtórka z rozrywki. Też wiersz, ale tym razem nie z XIX wieku, tylko bodaj z początku XVII, pióra Waltera Raleigha.
 
Sir Walter stylizowany

 Rzeczony dystych leci tak:

But from this earth, this grave, this dust
My God shall raise me up I trust.


Coś niecoś przekładał Jerzy Sito, jednak i tu za nic nie mogę trafić na ślad polskiego tłumaczenia, o ile takowe w ogóle istnieje. No pięknie. Procedura się powtarza. Warsztat grzeje się i buczy, trybiki stękają, przekładnie sapią i dyszą. Translatorska machina pracuje pełną parą, tym bardziej że zadano jej przekład stylizowany (a co tam, jak szaleć, to szaleć, maksymalnie twórczy przekład to jest to, co tygrysy lubią najbardziej).

Ot, chleb powszedni w życiu tłumacza.
 
Na koniec ważna rzecz gwoli wyjaśnienia: felieton nie traktuje o poezji. Wcale się tym tematem nie zajmuje. Przytoczone w felietonie wyimki liryczne mają jedynie zilustrować pewną prawdę biblijną (Raleigh) oraz prawdę życiową (Lowell), poetycka forma zaś stanowi urozmaicenie formalne, aby czytelnik miał większą przyjemność obcowania z tekstem i nie zanudził się na śmierć.

********

PS. Gdyby kogo interesowały efekty końcowe zmagań w tym przypadku, oto i one:

Lowell

Oto papieru kartką życie nasze białą
Na któréj każdy piórem jeno frazkę małą
Skrobnie i noc zalega z mocą swoją całą.


Raleigh

Aleć że ze snu w łonie ziemi, wierzę,
Kiedyś mię Bóg ocuci i zabierze.



© by Paweł Jarosław Kamiński 2021

niedziela, 7 czerwca 2020

Trup trupowi nierówny

Dziś temat cokolwiek makabryczny.

Zajmiemy się słówkiem czteroliterowym (acz przyzwoitym), które w jednym znaczeniu wymaga, w zależności od światopoglądu i nastawienia emocjonalnego, różnych ekwiwalentów przekładowych w polszczyźnie. Ekwiwalentów nieoczywistych i na ogół w słownikach angielsko-polskich traktowanych po macoszemu (czytaj: nie uwzględnianych).

Mowa mianowicie o stawianym przed rzeczownikiem przymiotniku late w znaczeniu: „(of a person) no longer alive”, np. her late husband czy the late Freddie Mercury (za: A.S. Hornby, Oxford Advanced Learner’s Dictionary of Current English, Oxford 2000).

DeadManPoster.jpg
Truposz kinematograficzny

Leksem ten można przełożyć jako „nieżyjący”, „zmarły”, „nieżyjący już”. Ale tak może powiedzieć ateista, zwłaszcza wojujący, lub agnostyk. Albo człek religijny, jeżeli nie wie, jakiego wyznania był nieboszczyk, bądź chce się o nim wypowiedzieć neutralnie. I o ile nie żywi względem takiej osoby pogardy, odrazy, wstrętu, nienawiści czy innych silnych negatywnych uczuć.

Gdy o umrzyku wypowiadają się katolicy i niektórzy protestanci, którzy mają do niego ciepłe nastawienie albo wiedzą, alias wierzą, że odszedł w zaświaty w wierze chrześcijańskiej, wówczas użyją odpowiednika „świętej pamięci”.

To jednak nie wyczerpuje wszystkich możliwości polszczyzny przy przekładzie, Żyd bowiem analogicznie w kontekście trupa wyznania Mojżeszowego użyje wyrażenia „błogosławionej pamięci”.

Ba! jeszcze inaczej wypowie się komunista. W marksistowskim języku jedynie słuszne będzie sformułowanie „nieodżałowanej pamięci” bądź przymiotnik „nieodżałowany”, choć może tak się również wyrazić chrześcijanin o kimkolwiek.

Kiedy jednak, bez względu na światopogląd, mówimy o nieżyjącej osobie (przede wszystkim znanej), która dopuściła się potwornych, plugawych czynów, była mordercą, ludobójcą itp., wówczas żadna z powyższych propozycji pasować nie będzie. Jak zatem określimy takiego nieżyjącego człowieka? Powiemy o nim „niechlubnej pamięci” lub „niesławnej pamięci”.

Są, widać, trupy równe i równiejsze.


© by Paweł Jarosław Kamiński 2020
 
Dopisek 31.05.2021
Ach, no i jeszcze „świetlanej pamięci”.

sobota, 4 kwietnia 2020

Guy Fawkes Night

Guy Fawkes Night, znana też jako Guy Fawkes Day lub Bonfire Night. Obchodzona w Anglii 5 listopada osobliwa uroczystość, pełna rac, fajerwerków, ognisk, a nawet (jak w miasteczku Lewes na poniższym zdjęciu) płonących krzyży i palenia kukły pewnego... papieża. No i ta słynna wyliczanka. O co w niej chodzi?

Dzień ten świętuje się na pamiątkę wykrycia spisku prochowego, w którym o mały włos nie zginął w wybuchu władca Anglii król Jakub I (ten sam, pod którego patronatem powstała słynna King James Version, wydana po raz pierwszy w 1611 roku). O mały włos ― ponieważ w porę udało się zapobiec wysadzeniu miejsca obrad Izby Lordów. Jednym z zamachowców był niejaki Guy Fawkes. Źle skończył. Cała rzecz miała miejsce AD 1605.

W miasteczku Lewes zarazem upamiętnia się w ten dzień smutny los siedemnastu protestantów, którzy zostali spaleni żywcem za rządów Krwawej Mary. I pali przy tym kukłę papieża Pawła V, który zasiadał na Stolicy Apostolskiej w czasach spisku prochowego. Gdzie indziej puszcza się ostentacyjnie z dymem kukłę Fawkesa, ale mieszkańcy Lewes się nie patyczkują: biskup Rzymu? Pal go sześć!
 

Lewes Bonfire - Wikipedia
Ich oczom ukazał się las... krzyży


Jeszcze w XVII wieku powstał związany ze spiskiem prochowym wierszyk, który doczekał się kilku wersji (notabene, jak wiele angielskich nursery rhymes*, także i ten pierwotnie był przeznaczony dla dorosłych, a dopiero potem zaanektowany przez dziatwę do roli wyliczanki). Oto jedna z nich, znana choćby z filmu V jak Vendetta:

Remember, remember the fifth of November
Gunpowder, treason and plot
I know of no reason why gunpowder treason
Should ever be forgot

Jako że anglojęzyczni mają kilka wariantów tekstowych, pozwoliłem sobie przygotować także parę własnych wersji po polsku, tak by zarazem mogły ― a jakże! ― pełnić funkcję dziecięcych wyliczanek:

___________________________
Piąty, piąty listopada,
Beczki prochu, zmowa, biada!
Spisek, Guy Fawkes, stanu zdrada,
Kto zapomni, ten odpada.

___________________________

Piąty, piąty listopada,
Beczki prochu, spisek, biada!
Guya Fawkesa stanu zdrada,
Nie pamiętać nie wypada.

___________________________

Piąty, piąty listopada,
Beczki prochu, spisek, biada!
Szyte buty, stanu zdrada,
Kto zapomni, ten odpada.


© by Paweł Jarosław Kamiński 2020

* Więcej na temat angielskich nursery rhymes ― zob. Agata Brajerska-Mazur, Kaszka manna a tłumaczenie »nursery rhymes« na język polski, w: Przekładaniec, 1/2006.