Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksty piosenek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Teksty piosenek. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 września 2025

METALLICA ― Master of Puppets

Wzięło mnie ostatnio na odkopywanie staroci. Nie lubię zaległych spraw translatorskich – siedzą z tyłu głowy i podgryzają zwoje mózgowe, nie dając spokoju. Czasem przez całe lata. Niedawno, ryjąc szpadlem, wygrzebałem Shape of My Heart Stinga, teraz przyszła kolej na ikonę metalu.

Pierwszą zwrotkę słynnego utworu z legendarnego w metalowym światku thrashowego albumu (nagranego jeszcze z Cliffem Burtonem) przełożyłem wraz z refrenem w czerwcu 2015. I oto parę dni temu, w ramach porządków, pomyślałem sobie, że dobrze byłoby po latach domknąć temat. Poza jednym słowem nic w dotychczasowym translacie nie zmieniałem, a resztę tekstu udało się w miarę sprawnie przełożyć do końca. Robota nie należała do łatwych z uwagi m.in. na a) bezlitosny wewnętrzny imperatyw meliczności (więcej o tym poniżej), b) sporo rymów męskich, nie przepadających za polszczyzną, c) rozsiane tu i ówdzie rymy wewnętrzne. W rezultacie metafory czy obrazowanie różnią się gdzieniegdzie od tych w oryginale, ale wszystko mieści się w granicach standardu przyzwoitości, jeśli chodzi o tłumaczenie utworów poetyckich (a piosenki traktuję pod kątem przekładu jak poezję).

Po intensywnej gimnastyce szarych komórek temat uznaję za zamknięty. Jakoś lżej 
teraz na duszy. Uff...

Jak już przy okazji utworu Stinga pisałem, w polskiej przestrzeni publicznej dominują dwa rodzaje tłumaczeń tekstów piosenek:

  1. Odklejone. Całkowicie odchodzą od oryginału. Zostają tylko główne motywy bądź ogólny zarys pierwotnej historii. Giną: obrazowanie, metafory, porównania itd. Ba, niejednokrotnie tekst przekładu nie ma żadnego związku z oryginałem. Powstaje zupełnie coś nowego. Przykłady: ☛ Sen o dolinie Budki Suflera vs Ain't No Sunshine Billa Withersa czy La Isla Bonita Krzysztofa Antkowiaka vs utwór Madonny. Właściwie trudno tu mówić o przekładzie, w najlepszym razie mamy do czynienia z adaptacją.

  2. Filologiczne. To przekłady dosłowne. Niekiedy na sposób komiczny lub infantylny. Wyroby czekoladopodobne. Mają dać polskiemu odbiorcy najlepszy ogląd tego, o czym traktuje oryginał, tymczasem w rzeczywistości pozbawiają tłumaczenie kluczowego waloru meliczności, tym samym odzierając je przeważnie z wszelkiego wdzięku i smaku. Vide ☛ publikacje oficyny wydawniczej InRock zbierające teksty z wielu płyt danego zespołu (The Doors, Metallica, Depeche Mode, Pink Floyd).

    Jako nastolatek korzystałem z kilku podobnie opracowanych książeczek, tyle że zawierających teksty z jednego krążka danego boysbandu (pamiętam Leprosy Death i Tombs of the Mutilated Cannibal Corpse). Wydawano je w połowie lat 90.: na verso widniał oryginał, na recto tłumaczenie.

    Nie powiedziałbym, aby autorzy przekładów tego typu się wykazywali. Czasem wychodzi im beznadziejnie, czasem miernie, czasem co najwyżej słabo. Świetnie ani przyzwoicie – bodaj nigdy. Zresztą takie podejście do tłumaczenia piosenek siłą rzeczy nie daje wielkiego pola do popisu. No i nikt nie prosi o „uwzględnienie” w przekładach meliczności ☛ czytaj: tłumaczom nikt za taką robotę nie płaci. Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że nie ma popytu na takie publikacje. Wydawcy doskonale zdają sobie sprawę, że znakomita większość osób słuchających muzyki zadowala się w tej materii absolutną mizerią (patrz poniższy akapit; poza tym w dobie AI wystarczy wrzucić w chata GPT oryginał, by po kilku sekundach wypluł z siebie produkcje, których jakość w przybliżeniu dorównuje takim płodom. Ogółowi to wystarcza). Kto to, panie, kupi? Pies z kulawą nogą.
(Zasłonę milczenia spuszczę na szokująco dosłowne tłumaczenia, dokonywane przez dyletantów, którzy swoimi grafomańskimi produkcjami dokonują na utworze bestialskiego mordu, zaśmiecając internet. I de facto to one królują w sieci, zwłaszcza w serwisach w rodzaju YouTube czy Tekstowo).

Nie odpowiada mi żadne z tych dwóch podejść. Przekład piosenki (także utworu zespołu metalowego) musi dać się zaśpiewać – to jego, mówiąc za Barańczakiem, dominanta translatorska. Bez spełnienia tego warunku trudno mówić o udanym tłumaczeniu. Dlatego nie interesowała mnie adaptacja ani wysuszona na wiór białowierszowa wersja filologiczna.

Że inaczej się nie da? Bynajmniej. Droga pośrednia istnieje, choć – nie powiem – stroma a wyboista jak diabli.

Poniżej owoc mojej pracy. Aby ocenić jego jakość, dobrze jest nucić sobie polski tekst razem z Jamesem Hetfieldem. Żałuję tylko, że wyrażenie „władca marionetek” zdołałem ocalić wyłącznie w tytule. Ale sami rozumiecie – aż sześć (!) sylab to granica nie do przeskoczenia w tych krótkich, wyszczekiwanych linijkach. A inny odpowiednik, rzecz oczywista, nie wchodził w rachubę.

Aha, jeszcze jedno: meliczność nie oznacza, że liczba sylab musi być dokładnie taka jak w oryginale; nie chodzi o ścisłą ekwiwalencję sylabotoniczną 1:1. W niektórych linijkach muzyka pozwala na pewne odstępstwa (zresztą nawet w oryginale nie jest idealnie: we fragmencie Master, master. You promised only lies zaimek you powoduje pewne sylabotoniczne zaburzenie). Chodzi o to, by przekład można dało się zaśpiewać naturalnie do muzyki, w sposób możliwie jak najbardziej zbliżony – choć niekoniecznie identyczny – do oryginalnego wykonania. Dlatego dla tych, którzy utwór znają, najlepiej sprawdzić przekład, śpiewając go do wersji instrumentalnej. Dla reszty zaś polecam wersję tradycyjną, czyli z wokalem.
 

METALLICA
Master of puppets / Władca marionetek

End of passion play, crumbling away
I'm your source of self-destruction
Veins that pump with fear, sucking darkest clear
Leading on your death's construction
Gra skończyła się, wpadłeś w sidła me
Umrzesz wnet, moja w tym głowa
W żyły wlewasz smog, strach i gęsty mrok
Śmierć o krok, już się nie schowasz

Taste me, you will see
More is all you need
You're dedicated to
How I'm killing you
Spróbuj moich warg
Będziesz więcej chciał
Sam pomagasz mi
Życie wykraść ci


Come crawling faster
Obey your master
Your life burns faster
Obey your master
Master
Master of puppets, I'm pulling your strings
Twisting your mind and smashing your dreams
Blinded by me, you can't see a thing
Just call my name, 'cause I'll hear you scream
Master, master
Just call my name, 'cause I'll hear you scream
Master, master
Zegnij kolana
Słuchaj się pana
Jak knot się spalasz
Słuchaj się pana
Pana
Ciągnę za sznurki, robię, co chcę
Mózg ci szatkuję, marzenia tnę
Ślepy, nie widzisz, co dzieje się
Wezwij mnie tylko, a usłyszę cię
Panie, panie!
Wezwij mnie tylko, a usłyszę cię
Panie, panie!


Needlework the way, never you betray
Life of death becoming clearer
Pain monopoly, ritual misery
Chop your breakfast on a mirror
Wierny pompce swej, nie myśl, tylko grzej
Żywy trup, wkrótce nie wstaniesz
Cierpisz, bo tak chcę, ślepo wielbisz mnie
Ładuj krechę na śniadanie

Taste me, you will see
More is all you need
You're dedicated to
How I'm killing you
Spróbuj moich warg
Będziesz więcej chciał
Sam pomagasz mi
Życie wykraść ci

Master, master. Where's the dreams that I've been after?
Master, master. You promised only lies
Laughter, laughter. All I hear and see is laughter
Laughter, laughter. Laughing at my cries
Fix me!
Panie, panie, gdzie twe ziemie obiecane?
Panie, panie, ściem cuchnący gnój
Grzanie, grzanie, życie całkiem już przegrane
Grzanie, grzanie, wkoło szyderstw rój
Szpryca!

Hell is worth all that, natural habitat
Just a rhyme without a reason
Never-ending maze, drift on numbered days
Now your life is out of season
Piekłem taki raj, wart jest tego haj
Gdzie sprzedałeś swe marzenia?
Coraz głębiej brniesz, żyjesz niczym zwierz
Puste życie bez wytchnienia


I will occupy
I will help you die
I will run through you
Now I rule you, too
Nie wypuszczę z rąk
Czerpię rozkosz z mąk
W plecy wbiję nóż
Moim jesteś już


© Paweł Jarosław Kamiński 2025 (aktualizacja: 15.09.2025)

niedziela, 7 września 2025

STING ― Shape of My Heart

Zabrałem się do przekładu tego utworu w roku 2012. Potem nastąpiła pięcioletnia przerwa, a poprawić licho brzmiących bądź rażąco odmiennych od oryginału paru linijek i tak nie zdołałem, tym bardziej że piosenka narzuca formie rygor rymów męskich, co znacznie podnosi poprzeczkę; no i ten naszpikowany dwuznacznościami refren – nie lada zagwozdka. Podobnie było w 2021 i 2023. Wreszcie teraz coś drgnęło i pozwoliło skruszyć twardy orzech translatorski, chociaż warunki ku temu najmniej sprzyjające: po domu hasają dwa pocieszne szkraby, które w ciągu dnia nie dają złapać tchu. Kosztem snu udało się w dwa wieczory wyrwać dla siebie kilka dłuższych chwil, by na nowo przyjrzeć się zapóźnionemu tłumaczeniu (nocny dyżur z powodu choroby fąfli – paradoksalnie – przysłużył się sprawie). Niektóre wersy wygładziłem, inne dość mocno przerobiłem, jeszcze inne przybrały zupełnie nowe oblicze. Zaległość nadrobiona.

W polskiej przestrzeni publicznej dominują dwa rodzaje tłumaczeń tekstów piosenek:

  1. Odklejone. Całkowicie odchodzą od oryginału. Zostają tylko główne motywy bądź ogólny zarys pierwotnej historii. Giną: obrazowanie, metafory, porównania itd. Ba, niejednokrotnie tekst przekładu nie ma żadnego związku z oryginałem. Powstaje zupełnie coś nowego. Przykłady: ☛ Sen o dolinie Budki Suflera vs Ain't No Sunshine Billa Withersa czy La Isla Bonita Krzysztofa Antkowiaka vs utwór Madonny. Właściwie trudno tu mówić o przekładzie, w najlepszym razie mamy do czynienia z adaptacją.

  2. Filologiczne. To przekłady dosłowne. Niekiedy na sposób komiczny lub infantylny. Wyroby czekoladopodobne. Mają dać polskiemu odbiorcy najlepszy ogląd tego, o czym traktuje oryginał, tymczasem w rzeczywistości pozbawiają tłumaczenie kluczowego waloru meliczności, tym samym odzierając je przeważnie z wszelkiego wdzięku i smaku. Vide ☛ publikacje oficyny wydawniczej InRock zbierające teksty z wielu płyt danego zespołu (The Doors, Metallica, Depeche Mode, Pink Floyd).

    Jako nastolatek korzystałem z kilku podobnie opracowanych książeczek, tyle że zawierających teksty z jednego krążka danego boysbandu (pamiętam Leprosy Death i Tombs of the Mutilated Cannibal Corpse). Wydawano je w połowie lat 90.: na verso widniał oryginał, na recto tłumaczenie.

    Nie powiedziałbym, aby autorzy przekładów tego typu się wykazywali. Czasem wychodzi im beznadziejnie, czasem miernie, czasem co najwyżej słabo. Świetnie ani przyzwoicie – bodaj nigdy. Zresztą takie podejście do tłumaczenia piosenek siłą rzeczy nie daje wielkiego pola do popisu. No i nikt nie prosi o „uwzględnienie” w przekładach meliczności ☛ czytaj: tłumaczom nikt za taką robotę nie płaci. Dlaczego? Ano pewnie dlatego, że nie ma popytu na takie publikacje. Wydawcy doskonale zdają sobie sprawę, że znakomita większość osób słuchających muzyki zadowala się w tej materii absolutną mizerią (patrz poniższy akapit; poza tym w dobie AI wystarczy wrzucić w chata GPT oryginał, by po kilku sekundach wypluł z siebie produkcje, których jakość w przybliżeniu dorównuje takim płodom. Ogółowi to wystarcza). Kto to, panie, kupi? Pies z kulawą nogą.
(Zasłonę milczenia spuszczę na szokująco dosłowne tłumaczenia, dokonywane przez dyletantów, którzy swoimi grafomańskimi produkcjami dokonują na utworze bestialskiego mordu, zaśmiecając internet. I de facto to one królują w sieci, zwłaszcza w serwisach w rodzaju YouTube czy Tekstowo).

Nie odpowiada mi żadne z tych dwóch podejść. Przekład piosenki musi dać się zaśpiewać – to jego, mówiąc za Barańczakiem, dominanta translatorska. Bez spełnienia tego warunku trudno mówić o udanym tłumaczeniu. Dlatego nie interesowała mnie adaptacja ani wysuszona na wiór białowierszowa wersja filologiczna.

Że inaczej się nie da? Bynajmniej. Droga pośrednia istnieje. Wprawdzie ostateczny kształt podszytych głębszymi refleksjami potyczek podmiotu lirycznego przy zielonym stoliku nie do końca mnie satysfakcjonuje w ogólnym rozrachunku, a także w paru szczegółach (choćby kulturowo znacząca „święta geometria”, która w przekładzie nie ocalała), ale postanowiłem już więcej nie dłubać. Trzeba znać proporcjum.

A skoro sprawa zamknięta, efekt przedstawiam P.T. Czytelnikom niniejszego bloga. Najlepiej ocenić, nucąc sobie tekst razem ze Stingiem, a najlepiej do wersji instrumentalnej utworu, aby uwolnić się od sztywnego rytmu sylab w oryginale. Liczba sylab w wielu miejscach odbiega od oryginału, jednak bez szkody dla meliczności, gdyż piosenka z uwagi na sporą sylabotoniczną elastyczność pozwala do pewnego stopnia manewrować frazą – miejscami skracać ją lub wydłużać – dzięki czemu przekład spokojnie da się wyśpiewać. Zresztą – sprawdźcie sami.


Shape of My Heart / Serca krój

He deals the cards as a meditation
And those he plays never suspect
He doesn’t play for the money he wins
He doesn’t play for respect
Rozdając karty, kontempluje
I żaden z graczy nie wie, że
On nigdy nie gra dla uznania
Dla niego zysk nie liczy się

He deals the cards to find the answer
The sacred geometry of chance
The hidden law of a probable outcome
The numbers lead a dance
Rozdając karty, szuka prawdy
Przypadkowości świętych praw
Skrytej reguły losowości
Tu rządzi liczb obłędny tan


I know that the spades are the swords of a soldier
I know that the clubs are weapons of war
I know that diamonds mean money for this art
(But) that’s not the shape of my heart
Wiem, że pikami w bitwie się wojuje
Z żołędziem w tarczy wyrusza w bój
Dzwonki jak pieniądz dźwięczą wdzięcznie
(Lecz) me serce ma inny krój


He may play the jack of diamonds
He may lay the queen of spades
He may conceal a king in his hand
While the memory of it fades
Może jopka puścić karo
Może damę wino zgrać
Może też mieć na ręku króla
Liczy się sama gra

And if I told you that I loved you
You’d maybe think there’s something wrong
I’m not a man of too many faces
The mask I wear is one
Gdybym ci wyznał swoją miłość
Szukałabyś drugiego dna
Nie dla mnie żadne maskarady
Tę jedną maskę mam

Well, those who speak know nothing
And find out to their cost
Like those who curse their luck in too many places
And those who fear are lost
Kto wiele mówi, ten nic nie wie
I cenę tego pozna wnet
Jak ten, co wiecznie los przeklina
Kto boi się, przegrany jest



© Paweł Jarosław Kamiński 2025 (aktualizacja: 14.09.2025)


poniedziałek, 6 czerwca 2022

VADER ― Sothis

Dla jednych nazwa własna „Vader” kojarzyć się będzie nieodmiennie z uniwersum Gwiezdnych wojen. Nie dla mnie.

Z muzyką olsztyńskiej formacji zetknąłem się po raz pierwszy około 1995 roku. Prezentowała death metal światowej klasy, przyćmiewając nawet niektóre wykwity takich tuzów, jak Morbid Angel, Deicide czy Cannibal Corpse, a zarazem czerpiąc z dorobku niektórych z nich (głównie pierwszego). Vader grał techniczny, a jednocześnie do pewnego stopnia atmosferyczny death metal, przy czym warto zaznaczyć, że atmosferę tworzyły nie klawisze, lecz rzężące gitary, których wizgi przyprawiały o gęsią skórkę. Dla kilkunastoletniego chłopaka słuchanie Vadera było przeżyciem na poły mistycznym.

Po świetnej płycie The Ultimate Incantation wyszła epka Sothis, która okładką, tekstami („Hymn to the Ancient Ones”) i tytułami utworów („R’lyeh”) ewokowała obrazy z utworów Lovecrafta. Ba, pamiętam, że w liceum nosiłem dumnie koszulkę przedstawiającą wizualną wizytówkę tego minialbumu.

Azathoth, Yog-Sothoth, Nyarlathotep ― ki czort?

Niedługo potem ukazała się druga pełnowymiarowa płyta, tytułem nawiązująca, choć tylko pozornie, do Psałterza (De Profundis), bo tekstowo i wizerunkowo ― jak na death metal przystało, gdyż nazwa zobowiązuje ― skrajnie odbiegająca od rejonów biblijnych. Ponownie odwoływała się do Lovecrafta (utwór „Revolt”) oraz do mrożącego krew w żyłach pisarstwa Clive’a Barkera („Reborn in Flames” z mottem „Demons to some, angels to others”, pochodzącym ze słynnego Hellraisera, który z kolei pojawił się pierwotnie w nie mniej głośnym kilkutomowym cyklu opowiadań Księgi krwi rzeczonego autora, a z czasem został sfilmowany: X muza przyniosła szokującą, zatrważającą wizję inferna i piekielnych cenobitów, którzy przybywali z zaświatów za sprawą kostki Lemancharda, brr!). Wreszcie, piła do Aleistera Crowleya, znanego też jako Mistrz Therion oraz Bestia 666 („Vision and Voice”), do szalonego Kosmicznego spustu („Sothis”) pióra Roberta Antona Wilsona ― tego samego jegomościa, który wraz z Robertem Shea napisał odjechaną Trylogię Illuminatus! ― oraz do innych okultystycznych bądź diabolicznych motywów, ksiąg czy sekretnych stowarzyszeń.

Album De Profundis przebił artystycznie dwie poprzednie produkcje ― po czym niestety zespół stracił wenę i charakterystyczny styl, upraszczając takowy, choć zarazem zyskał większą publiczność i zaczął koncertować po całym świecie. Mimo że złota era, pod względem artystycznym, Vadera skończyła się na De Profundis, to jednak był on bodaj czy nie najbardziej wziętym towarem eksportowym polskiej sceny muzycznej drugiej połowy lat 90. Notabene na jego punkcie wyjątkowego bzika mieli... Japończycy, dla których zespół potrafił przygotować specjalnie dodatkowy utwór.

*******

Tytuł utworu „Sothis” oznacza Syriusza, gwiazdę rozmaicie nazywaną w zależności od kultury: dla Greków była to Sothis, dla Egipcjan ― Sopdet, Bułgarzy nadali jej miano Łażikerwan, czyli Zwodziciel Karawan (z uwagi na możliwość pomylenia z Wenus), w Państwie Środka i w Japonii znana była jako Niebiański Wilk (odpowiednio: Tianlan i Tenro). W kręgu cywilizacji rzymskiej nosiła pieskie nazwy: Psia Gwiazda, Kanikuła (łac. canicula ‘piesek’), pies Oriona. Obecnie raczej używa się określeń: alfa Wielkiego Psa (najjaśniejsza gwiazda tej konstelacji), Syriusz i α CMa (skrót od alfa Canis Majoris).

W polszczyźnie małoliterowe słowo „kanikuła” oznacza dzisiaj (wielkoliterowe jest synonimem Syriusza): 1. wakacje, 2. okres największych letnich upałów, 3. spiekotę, skwar. Widok Psiej Gwiazdy wywoływał u starożytnych Greków strach, gdyż pojawienie się jej oznaczało początek fali nieznośnych upałów. Hellenowie uważali, że poranny wschód Syriusza wywołuje wściekliznę u psów, a gwiazda wzbudza u kobiet falę „upałów miłosnych”; panom medycy zalecali przez dwadzieścia dni od pojawienia się go picie wina i... wstrzymywanie się od obcowania płciowego*.

Swego czasu (2012) postanowiłem przypomnieć sobie szczenięce fascynacje i przełożyć tytułowy utwór „Sothis” ― rzecz jasna tak, aby wraz z Piotrem „Peterem” Wiwczarkiem można było polski tekst wycharczeć (growlingu bowiem śpiewem nazwać niepodobna). Czego efekt przedstawiam poniżej P.T. Czytelnikom bloga:


VADER
Sothis


No more a thing I knew... transformed ― transfigured
Transcended... in an endless progress cycle
DNA metamorphosis... of the dying cells
Into something that will last... last forever
Immortal... my soul... alone under...
The cracking skies... on trembling Earth
Closing the eye... of blinding Sun
WHO AM I? ― a question... already answered
I am who I am... no less, no more
Destined to be... never to extinct
Remaining after... everything dies
Remaining... a Dog Star’s Son... beyond the Sun
For ever... and more


Bez cienia świadomości... bez końca podlegałem
Ewolucji, transformacjom, ulepszeniom
Ciągłej zmianie DNA... komórek
Aby zyskać byt... bez granic
Od śmierci wolny... jestem... sam... firmament
W górze pęka... Ziemia dygocze
Oślepiam wstrętnie jasne Słońce
KIM JESTEM? Banalne rozstrzygnięcie
Jestem, kim jestem ― i tyle, po prostu
Pisany mi byt... bez kresu w czasie
Będę wciąż... gdy wszystko sczeźnie
Będę wciąż Synem... Psiej Gwiazdy... za Słońcem
Po wieki... wieków


* Przy opracowaniu drugiej części artykułu opierałem się w dużej mierze na książce Mikołaja Szymańskego Ab ovo. Antyk, Biblia etc. (Iskry, Warszawa 2004, s. 221–225).

© by Paweł Jarosław Kamiński 2022 (aktualizacja: sierpień 2024)

niedziela, 7 lutego 2021

DEPECHE MODE ― Sacred

Blog jest nieregularnikiem. Nigdy nikomu nie obiecywałem zamieszczania wpisów w określonych odstępach czasowych. Czasem przestoje bywają dłuższe, potrafią trwać trzy, cztery miesiące albo i dłużej, czasem w przeciągu pięciu dni zamieszczam trzy wpisy, jak choćby teraz.

Tegoroczny luty okazuje się translatorsko płodny i w szczególności łaskawy dla Depeche Mode. Kolejnym bowiem tekstem, którego tłumaczeniem chciałbym się podzielić, jest „Sacred” z albumu Music for the Masses, jednego z najlepszych krążków w dorobku zespołu. W tym miesiącu to już druga, po „World in My Eyes”, potyczka z ich „nieprzekładalnymi” tekstami. Na blogu widnieje też  tłumaczenie innego utworu z tej samej płyty („Behind the Wheel”), zachęcam do zaznajomienia się z nim lub przypomnienia.
 
Depeche Mode - Master And Servant (Longer Remix) - YouTube

Mierżą mnie tłumaczenia utworów Depeszy rozsiane po internecie, więc chciałbym przedstawić alternatywę dla takich niemelicznych i nieudanych prób translatorskich.
 
Jak zwykle, postarałem się dostosować przekład do muzyki zespołu, tak żeby można go było śmiało zaśpiewać z panami, którzy na szczyt popularności wspięli się na plecach new romantic. Innych tłumaczeń tekstów piosenek nie uznaję: bez tego nie ma mowy o dobrym przekładzie.

Wstępne przymiarki do tłumaczenia miały miejsce około 2012 roku. Wprawdzie pierwsze śliwki robaczywki, ale dzięki temu AD 2021 nie zabierałem się do pracy od zera: miałem już pewną bazę, na której mogłem wznieść zgrabniejszą, dojrzalszą, aczkolwiek wciąż niedoskonałą konstrukcję. Niedoskonałą, bo z przekładami tak już jest: po skończonej robocie zawsze czuje się pewien niedosyt, zawsze ma się wrażenie, że coś by można jeszcze poprawić, inaczej ująć. Tyle że w pewnym momencie trzeba sobie stanowczo powiedzieć dość i odłożyć pióro.
 
Przetarłszy kurz, dokonałem co nieco gruntownych korekt, to i owo przyszlifowałem bądź wywróciłem na nice, niezamierzone chropowatości spiłowałem i oto rezultat.

Rozsiądźcie się zatem wygodnie, włączcie oryginalny utwór i zaśpiewajcie razem z Depeszami po nadwiślańsku.

A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój (przekład) „Sacred” mają.

Sacred / Sacrum

Sacred
Holy
To put it in words
To write it down
That is walking on hallowed ground

But it
’s my duty
I’m a missionary

So here is my confession
It
’s an obsession
I’m a firm believer
And a warm receiver
And I
’ve made my decision
This is religion
There
’s no doubt
I’m one of the devout
Trying to sell the story
Of love
’s eternal glory

Spreading the news around the world
Taking the word to boys and girls
I
’m a firm believer
And a warm receiver
And I will go down on my knees
When I see beauty
There
’s no doubt
I’m one of the devout
Trying to sell the story
Of love
’s eternal glory

Sacred
Holy
To put it in words
To write it down
That is walking on hallowed ground

Sacred
Holy
Sacred
Holy

Sacred
(To put it in words, to write it down)
Holy
(That is walking on hallowed ground)


Sacrum
Świętość
Przemienić w tkankę słów
Na papier zlać
To jak stąpać po świętej ziemi
To jest misja
Moje powołanie

Obsesja dręczy duszę
Wyznać to muszę
Niezachwianie wierzę
I przyjmuję szczerze
Decyzja już podjęta
To wiara święta
Tak już mam
Bo serce to mój chram
Gdzie sławię wiekuistą
Miłości glorię czystą

Sacrum
Świętość
Przemienić w tkankę słów
Na papier zlać
To jak stąpać po świętej ziemi
To jest misja
Moje powołanie

Dobrą nowinę niosę w świat
Chłopcom, dziewczętom śpiewam ją
Niezachwianie wierzę
I przyjmuję szczerze
Osuwam na kolana się
W obliczu piękna
Tak już mam
Bo serce to mój chram
Gdzie sławię wiekuistą
Miłości glorię czystą

Sacrum
Świętość
Przemienić w tkankę słów
Na papier zlać
To jak stąpać po świętej ziemi
To jest misja
Moje powołanie

Sacrum
Świętość
Sacrum
Świętość

Sacrum
(Przemienić w tkankę słów, na papier zlać)
Świętość
(To jak stąpać po świętej ziemi)



© by Paweł Jarosław Kamiński 2021

środa, 3 lutego 2021

DEPECHE MODE ― World in My Eyes

Dziś tłumaczenie tekstu z płyty Violator. Kiedyś na tym miejscu prezentowałem inny utwór Depeche Mode, teraz przeskoczyłem do ich kolejnego albumu studyjnego.

Tekst „World in My Eyes” jest równie mocno nasycony erotyką jak „Behind the Wheel”, a wszystko to romantycznie podane w udatnej metaforze podróży dookoła świata (przy okazji polecam wartościową publikację Lakoffa i Johnsona nt. roli metafor i ich obecności wokół nas).

Depeche Mode - Violator.png

Zanim jednak zaproszę w zmysłową podróż spod znaku dinozaurów new romantic, pozwolę sobie napisać o trzech rzeczach. Po pierwsze każde tłumaczenie jest interpretacją. Ba, jak pisał Gadamer, nawet lektura jest przekładem. Czymże jest przekład, jeśli nie oddaniem w innym języku tego, czegośmy się doczytali (zob. M. Łukasiewicz, Pięć razy o przekładzie, Kraków—Gdańsk 2017, s. 61)? Stefan Ingvarsson w wywiadzie dla Dwutygodnika ujmuje rzecz tak: „(...) tłumacz dokonuje interpretacji, przekład jest orzeczeniem tłumacza na temat tego, czym jest według niego oryginalny tekst”. Nie ma translacji bez interpretacji, ta zasada stoi na pierwszej stronie elementarza adeptów sztuki przekładu. „[K]ażde przekładowe wykonanie oryginału jest jego interpretacją” (A. Kopacki, „Mała typologia wady”, w: O nich tutaj, Kraków—Warszawa 2016, s. 97). Uniknąć tego, powtórzmy, nie sposób, czytelnicy są skazani na poznawanie odczytań tłumaczy.

Po drugie niepodobna oddać w tłumaczeniu wszystkich elementów oryginału. Tłumacz dokonuje nieuniknionych wyborów: najważniejsze cechy oryginału pozostawia (tzw. dominantę semantyczną), z innych musi zrezygnować. Aby tekst przekładu oddawał wszystkie elementy oryginału, należałoby takiego tłumaczenia dokonać w ramach tego samego języka, i to... przepisując oryginał słowo w słowo.

Po trzecie uważam, że przekład piosenki powinien być taki, aby można go było wyśpiewać do muzyki. Wybitny tłumacz Stanisław Barańczak przestrzegał: „Nie tłumacz wiersza na prozę” (S. Barańczak, Ocalone w tłumaczeniu, Kraków 2004, s. 33). Za „fałszywe” uznawał założenie, że „sprozaizowany przekład utworu poetyckiego jest być może nie tak ‘piękny’ jak oryginał, ale za to bardziej oryginałowi ‘wierny’ niż przekład poetycki” (tamże). Tak jak forma wiersza jest jego nieodzownym elementem, którego w przekładzie zatracić nie wolno, tak też meliczność tekstu utworu muzycznego (czyli, upraszczając, możliwość jego swobodnego zaśpiewania do konkretnego podkładu) jest nieodzowną cechą (dominantą semantyczną), której odpuścić sobie tłumacz nie może. Teksty Depeche Mode nabierają walorów dopiero wtedy, gdy się je śpiewa. Same w sobie nie są, powiedzmy sobie otwarcie, najwyższych lotów, zyskują jednak wiele po ożenieniu ich z muzyką: łączny efekt końcowy bywa wówczas nierzadko rewelacyjny w swojej klasie. Uniwersum aluzji i znaczeń tworzy zgrabne i na ogół spójne metafory, które obejmują całe utwory.

Przekład utworu Depeszy sugeruję oceniać, słuchając oryginalnego wykonania i śpiewając razem z Davidem Gahanem. Czy można dać lepszy przekład niż poniższy? Z pewnością, i na to liczę. Na razie jednak się z takim nie spotkałem. A szkoda.

Zatem bon voyage!

World in My Eyes / Spójrz moimi oczami na świat

Let me take you on a trip
Around the world and back
And you won’t have to move
You just sit still


Now let your mind do the walking
And let my body do the talking
Let me show you the world in my eyes

I
’ll take you to the highest mountain
To the depths of the deepest sea
We won
’t need a map, believe me

Now let my body do the moving
And let my hands do the soothing
Let me show you the world in my eyes

That
’s all there is
Nothing more than you can feel now
That
’s all there is

Let me put you on a ship
On a long, long trip
Your lips close to my lips

All the islands in the ocean
All the heaven
’s in the motion
Let me show you the world in my eyes

That
’s all there is
Nothing more than you can touch now
That
’s all there is

Let me show you the world in my eyes

Pozwól zabrać w podróż się
Objedziemy świat
Nie rób nic
Tylko czekaj

Odpręż się i zaufaj
W mojego ciała głos się wsłuchaj
Spójrz moimi oczami na świat

Zabiorę cię na szczytów szczyt
W oceanów najgłębszą toń
Żadnej mapy nam nie trzeba

Moje dłonie cię ukoją
Z ruchem ciała się zestroją
Spójrz moimi oczami na świat

Tu i teraz
Liczy się tylko, co czujesz
Tu i teraz

Popłyniemy hen w dal
Na wierzchołkach fal
Twoje-moje usta

Żadnej z wysp nie ominiemy
Pod niebami wirujemy
Spójrz moimi oczami na świat

Tu i teraz
Liczy się tylko, co czujesz
Tu i teraz

Spójrz moimi oczami na świat

 

© by Paweł Jarosław Kamiński 2021

piątek, 12 czerwca 2020

NIRVANA ― Lithium

Swego czasu wzięło mnie na przekład czegoś z repertuaru Nirvany. Zespół kultowy (sic!), więc niepodobna nie wrzucić czegoś na ruszt. Na tapecie znalazł się przeto jeden z bardziej znanych utworów z drugiego krążka formacji zatytułowanego Nevermind, ze słynną okładką z bobasem.

Jak zwykle daję przekład meliczny, czyli dostosowany do muzyki. Taki, który można wyśpiewać razem z (charyzmatycznym) wokalistą, w przeciwstawieniu do jakże często spotykanych w sieci koślawych i do bólu dosłownych poczwar i pokrak, od których niżej podpisanemu zęby cierpną, przewracają się flaki, a z ust cieknie piana.

Zatem bez zbędnych ceregieli zapraszam wszystkich chętnych na muzyczną, jak również translatorską (poniżej) szklaneczkę czystego litu. 

Ach, jeszcze jedno ― tylko nie zapominajcie o maksymie: nie ma translacji bez interpretacji, zgodnie z którą moje zrozumienie poszczególnych wersów tekstu może się nie pokrywać z waszym. Toteż jeżeli inaczej odczytujecie jakieś fragmenty (lub zauważyliście ewidentne potknięcie, wszak errare humanum est) ― dajcie znać w komentarzach pod spodem.

Tekst: Kurt Cobain, genre: grunge.

Nirvana - New Songs, Playlists & Latest News - BBC Music
Jazgotliwe trio z Aberdeen

Lithium / Lit

I
’m so happy ’cause today I found my friends, they’re in my head
I
’m so ugly, that’s okay, ’cause so are you, we broke our mirrors
Sunday mornin
’ is everyday for all I care and I’m not scared
Light my candles in a daze 
’cause I’ve found God
Tak się cieszę, bo przyjaciół wreszcie mam w głowie swej
Brzydal ze mnie, z ciebie też, więc lustra w mak poszły nam
Urodziłem się w niedzielę, no to co? nie boję się
Składam wota Bogu, bo znalazłem go


I’m so lonely, that’s okay, I shaved my head and I’m not sad
And just maybe I
’m to blame for all I’ve heard, but I’m not sure
I
’m so excited, I can’t wait to meet you there and I don’t care
I
’m so horny, that’s okay, my will is good
Sam jak kołek, ale nic, zgoliłem łeb, nie smucę się
Może jestem winien temu, co gadają, może nie
Rwę się cały do spotkania z tobą i mam to gdzieś
Płonę żądzą, ale co tam, czy to źle?


I like it, I’m not gonna crack
I miss you, I
’m not gonna crack
I love you, I
’m not gonna crack
I killed you, I
’m not gonna crack
To lubię — nie załamię się
Tak tęsknię — nie załamię się
I kocham cię — nie załamię się
Zabiłem cię — nie załamię się


I like it, I’m not gonna crack
I miss you, I
’m not gonna crack
I love you, I
’m not gonna crack
I killed you, I
’m not gonna crack
To lubię — nie załamię się
Tak tęsknię — nie załamię się
I kocham cię — nie załamię się
Zabiłem cię — nie załamię się


I’m so happy ’cause today I found my friends, they’re in my head
I
’m so ugly, that’s okay, ’cause so are you, we broke our mirrors
Sunday mornin
’ is everyday for all I care and I’m not scared
Light my candles in a daze 
’cause I’ve found God
Tak się cieszę, bo przyjaciół wreszcie mam w głowie swej
Brzydal ze mnie, z ciebie też, więc lustra w mak poszły nam
Urodziłem się w niedzielę, no to co? nie boję się
Składam wota Bogu, bo znalazłem go


I like it, I’m not gonna crack
I miss you, I
’m not gonna crack
I love you, I
’m not gonna crack
I killed you, I
’m not gonna crack
To lubię – nie załamię się
Tak tęsknię — nie załamię się
I kocham cię — nie załamię się
Zabiłem cię — nie załamię się
 

I like it, I’m not gonna crack
I miss you, I
’m not gonna crack
I love you, I
’m not gonna crack
I killed you, I
’m not gonna crack
To lubię – nie załamię się
Tak tęsknię — nie załamię się
I kocham cię — nie załamię się
Zabiłem cię — nie załamię się



© by Paweł Jarosław Kamiński 2020

______________________________

Dopisek 05.09.2022

Lit stanowi składnik leku podawanego przy zaburzeniach afektywno-dwubiegunowych (in. choroba afektywno-dwubiegunowa, depresja dwubiegunowa), zwanych dawniej cyklofrenią, psychozą maniakalno-depresyjną. Środowiskowo mówi się na nią: dwubiegunówka. Cierpiał na nią w wartym obejrzenia filmie Mr. Jones tytułowy bohater, grany przez Richarda Gere'a. Śpiewał o niej Hendrix w utworze Manic Depression.

Astrofizycy uważają, że lit powstał podczas Wielkiego Wybuchu. Ulega zniszczeniu w każdej znanej reakcji jądrowej. Na podstawie Wielkiego Wybuchu szacuje się, że w każdym rejonie wszechświata ilość litu nie przekracza 1% atomów*.

Skąd lit w tytule utworu Nirwany? Czy któraś z powyższych informacji jest jakimś tropem? Kto wie, niech się podzieli w sekcji komentarzy. 

* N. deGrasse Tyson, Astrofizyka dla zabieganych, przeł. Jeremi K. Ochab, Insignis, Kraków 2017, s. 115–116.

niedziela, 21 października 2018

O czym mruczą krza... tfu! krasnoludy

Peter Jackson, osiągnąwszy sukces po nakręceniu trzech części Władcy Pierścieni, postanowił pójść za ciosem i zekranizować kolejną, a przy tym wcześniejszą z powieści J.R.R. Tolkiena: Hobbita.

I muszę przyznać, że trafił w moje rozrywkowe gusta. Znaczniej bardziej odpowiada mi baśniowa opowieść właśnie ta: bardziej dynamiczna, dowcipna i miejscami tchnąca grozą, czegośmy we Władcy... nie uświadczyli, a przynajmniej nie w takim stopniu. Fani śródziemnego uniwersum otrzymali ucztę wizualną podlaną sosem przyzwoitej gry aktorskiej (Bilbo, Thorin, Gandalf), przyprawioną pysznymi kostiumami, ugarnirowaną niezgorszymi dialogami, okraszoną wieloma zabawnymi scenami. Wynik końcowy: marcepanik. (Pomijam mniej dyskretną niż we Władcy... ingerencję komputerowców).

Nie było przed Jacksonem reżysera, który by za pośrednictwem dziesiątej muzy potrafił tak udatnie przedstawić świat fantasy. Wcześniej powstawały same potworki w rodzaju Xeny, Herkulesa czy rodzimego Wiedźmina, nadające się do oglądania tylko dla dziatwy: dorosły mógł przy tym co najwyżej zasnąć. Ewentualnie wyjść z kina albo zmienić kanał.

Chlubnym wyjątkiem od reguły był Willow w reżyserii Rona Howarda z 1988 z Valem Kilmerem, również, co ciekawe, utrzymany w konwencji lekko komediowej. Trzeba było jednak czekać ponad dekadę na pojawienie się Drużyny Pierścienia (2001), który to film stanowił olbrzymi skok jakościowy w podejściu do gatunku tak dotąd per nogam traktowanemu przez, nomen omen, czarodziejów z fabryki snów.

Tymczasem fantasy w literaturze, w przeciwstawieniu do kina, miała się całkiem dobrze już od dobrych paru dekad. Jackson wprowadził ją na hollywoodzkie salony i udostępnił globalnej publiczności, czego przykładem chociażby późniejsze znakomite produkcje, już nie jego autorstwa, jak brutalna i naturalistyczna, miejscami wręcz turpistyczna Gra o tron czy zahaczający o klimaty fantasy Wikingowie. Warto wspomnieć też Wiedźmina, który znajduje się właśnie na etapie rozpoczęcia zdjęć. Z tym ostatnim obrazem fani naszpikowanej aluzjami i żartami, intertekstualnej, inteligentnej i przebogatej językowo prozy Sapkowskiego wiążą spore nadzieje (giercownicy zresztą również), licząc, że nie powtórzy się sytuacja z 2001, czyli blamaż, jaki zgotował polskiej kinematografii, i krzywda, jaką wyrządził gatunkowi ― Marek Brodzki. A trzeba pamiętać, że fani fantastyki to mocno krytyczna i pamiętliwa grupa odbiorców (czytaj: nieprzeciętnie wnikliwa, zaangażowana i oddana).

Krasnoludy, Hobbit
Parszywa trzynastka

W jednej ze scen Hobbita zebrane przy kominku krasnoludy (oj, niemało tej wiary zlazło się do Bilbowej nory) śpiewają pieśń zaintonowaną ― jakżeby inaczej! ― przez ich przywódcę: Thorina Dębową Tarczę, który ma poprowadzić tę barwną hałastrę na arcyniebezpieczną wyprawę. Cel szczytny: odzyskać utracone dziedzictwo. W grę tedy wchodzi sprawa honoru i tożsamości.

Podniosła pieśń powstała na bazie znacznie dłuższego utworu Tolkiena. Tekst autorski mocno, co zrozumiałe, okrojono (wersja oryginalna liczy przeszło dwadzieścia strof) i nieco zmodyfikowano.

Postanowiłem zmierzyć się z tym utworem i dopasować go do muzyki zaproponowanej w dziele Jacksona. Sami oceńcie, czy efekt jest zadowalający i adekwatny względem tekstu scenariuszowego. Przy czym dla nie wtajemniczonych w arkana niełatwej sztuki przekładu zaznaczę, że ― jak to już jest w tłumaczeniu nie tylko poezji czy piosenek, ale nawet prozy ― oryginał i translat nigdy się nie mają względem siebie jak 1:1. Nigdy się w stu procentach nie odtworzy barw, niuansów, odniesień i konotacji, którymi opalizuje tekst wyjściowy. Różnice są nieodłączną częścią przekładowej roboty. Zawsze się trzeba liczyć ze stratami. (Niedowiarków odsyłam do fachowej literatury translatologicznej, bogatej również w języku polskim). Nieuniknione straty w jednych miejscach należy wyrównywać oddaniem cech oryginału w innych miejscach na zasadzie tzw. kompensacji, tak żeby tekst docelowy był nasycony nimi w jak najbardziej zbliżonym do pierwotnej matrycy stopniu.

Proponuję wyśpiewać polską wersję razem z krasnoludami, suchy tekst bowiem niekoniecznie spełni swe zadanie: niektóre pozornie ciężkie do wymówienia urywki nie sprawiają w ogóle trudności przy tak spokojnym, powolnym śpiewie, z jakim mamy do czynienia w dziele Jacksona.

OVER THE MISTY MOUNTAINS COLD

Far over the Misty Mountains cold,
 
To dungeons deep and caverns old, 
We must away, ere break of day, 
To find our long-forgotten gold.
 Hen za Gór Mglistych przenikliwy ziąb,
W czeluści skał i w pieczar głąb
Trzeba nam iść, nim wstanie świt,
Po skarb
― zgryzł go niepamięci ząb.
 
The pines were roaring on the height,
The winds were moaning in the night,
The fire was red, it flaming spread,
The trees like torches blazed with light.
Na wysokościach sosen świst,
Pod biczem wiatru jęczał list,
Czerwony kur dokoła piał
I z drzew pochodni szedł deszcz iskr.


© by Paweł Jarosław Kamiński 2018

wtorek, 31 lipca 2018

DEPECHE MODE ― Behind the Wheel

Depeche Mode - Music for the Masses
W latach 80 na scenie elektronicznego popu królował brytyjski Depeche Mode. Od kanciastych pioseneczek przechodził do muzyki coraz bardziej dojrzałej, smakowitej, charakterystycznej i wziętej. Dziś gromadzi na koncertach wielotysięczną publiczność. Stał się popularny na całym świecie do tego stopnia, że... a zresztą zobaczcie sami. I powiedzcie, komu nie obiły się o uszy takie przeboje, jak „Personal Jesus”, „Everything Counts”, „People Are People”, „Enjoy the Silence”, „Master and Servant”, „World in My Eyes”, „Tora! Tora! Tora!” czy „Blasphemous Rumours”. Zresztą utwory z późniejszych albumów też zyskały rozgłos i uznanie, dość wspomnieć „John the Revelator”, „Dream on”, „Freelove”, „It’s No Good” albo „Barrel of a Gun”.

Autorem tekstów, traktujących głównie o miłości, był przede wszystkim Martin Gore, „mistrz podwójnego dna”, jak go określił w książce Depeche Mode. Antologia tekstów i przekładów Piotr Stelmach z radiowej Trójki (In Rock, 2003). Piszę „był”, bo nie od wczoraj frontman Dave Gahan nie pozostaje mu dłużny i spełnia się również jako tekściarz.

Wspomniana książka obejmuje tłumaczenia utworów od płyty A Broken Frame po Exciter włącznie. Przełożył je Lesław Haliński, specjalizujący się w tłumaczeniach z branży muzycznej. W swoim dorobku ma przekłady książek o takich tuzach świata muzyki, jak choćby:
  • The Doors (The Doors. Gdy ucichnie muzyka, In Rock),
  • U2 (U2. Zdemaskowani, In Rock),
  • Black Sabbath (Black Sabbath. U piekielnych bram, In Rock),
  • Sepultura (Sepultura. Brazylijska furia, In Rock),
  • Leonard Cohen (Leonard Cohen. Życie sekretne, In Rock),
  • Freddie Mercury (Freddie Mercury. Biografia, In Rock),
  • Lemmy z Motörhead (Lemmy, In Rock),
  • Ozzy Osbourne („Mówi Ozzy”: Ozzy Osbourne sam o sobie, In Rock),
  • Radiohead (Radiohead. Na krawędzi, In Rock),
  • Sting (Sting. Teksty i przekłady, In Rock).

Ma też na koncie garść przekładów z poletka fantastyki, m.in.:
  • klasykę science-fiction Wellsa Wojna światów (Vesper, 2018),
  • Wampira Vittoria z dość znanej serii Anne Rice (Rebis, 2008),
  • Węża Snu (Zysk i S-ka, 1999), którą to powieść na początku lat 90, w innym przekładzie i pod innym tytułem (jako Opiekuna Snu), ogłosiła drukiem obrosła legendą oficyna Phantom Press, ta sama, która wypuściła na rynek pierwszy ― ze względów bezpieczeństwa bez danych na temat wydawcy, redaktora, tłumacza etc. ― polski przekład Szatańskich wersetów (drugi ujrzał światło dzienne w 2013), a także zapewniła sześcioksięgowi Diuna Franka Herberta przepyszną szatę graficzną.

Bodajże najznamienitszy tytuł w jego translatorskim dorobku to Doktor Jekyll i pan Hyde (Vesper, 2007). Przyznam, że książkę mam od jakiegoś czasu na półce, ale nie udało mi się jeszcze do niej zabrać.

Ale to nie koniec jego możliwości. Światło dzienne bowiem ujrzały dwie muzyczne biografie jego autorstwa: Björk (In Rock, 2003) i Mark Knopfler (In Rock, 2013).

Z depeszowymi przekładami Halińskiego kłopot jest zasadniczo taki, że nie da się ich zaśpiewać. Wprawdzie nie są może sadystycznie dosłowne, lecz że brak im tzw. meliczności, nie spełniają podstawowego kryterium solidnego tłumaczenia tekstów utworów muzycznych.

Poniżej przedstawiam własną wersję jednej z piosenek zespołu: dwuznacznego, podszytego erosem „Behind the Wheel”. Tłumaczenie być może jednym depeszowcom przypadnie do gustu, drugich doprowadzi do białej gorączki, a i, mam nadzieję, nie pozostawi obojętnymi osób zainteresowanych nie tyle zespołem, co translatoryką.

DEPECHE MODE
Behind the Wheel / Za kółkiem

My little girl
Drive anywhere
Do what you want
I don
’t care
Tonight
I
’m in the hands of fate
I hand myself
Over on a plate
Now
Maleństwo me
Jedź w siną dal
Rób to, co chcesz
Ganc egal
W tę noc
Los włada całym mną
Oddaję się
Składam przed nim broń
Już

Oh little girl
There are times when I feel
I
’d rathern ot be
The one behind the wheel
Come
Pull my strings
Watch me move
I do anything
Please
Śliczności me
Niekiedy mi się śni
Że za kółkiem czas
Nie przypada mi
No!
Bądź panią mą
Rozkaz daj
Spełnię wolę twą
Pliz

Sweet little girl
I prefer
You behind the wheel
And me the passenger
Drive
I
’m yours to keep
Do what you want
I
’m going cheap
Tonight
Kochanie me
Wolę, gdy
Bierną rolę gram
A za kółkiem ty
Jedź
Padam do stóp
Niewolnik twój
Obejrzyj mnie i kup
W tę noc

You’re behind the wheel tonight
Ty za kółkiem dziś, w tę noc


© by Paweł Jarosław Kamiński 2018

METALLICA ― One

Znalezione obrazy dla zapytania and justice for allNa YouTubie i w serwisach, które zamieszczają teksty piosenek wraz z przekładami, można się nieraz spotkać z porażającymi efektami partactwa. Krew zalewa, kiedy się czyta te do bólu dosłowne tłumaczenia.

Zalewa, bo natrafiamy na niewiarygodne kalectwa językowe. Nędzne tłumaczenia książek, łajane na łamach  „Literatury na Świecie” czy obsobaczane w sieci, prezentują o niebo lepszy poziom niż przekłady z działki muzycznej. Na ogół. Istnieją bowiem chlubne wyjątki od reguły.

Niekiedy pod wpływem takich potworków językowych nachodzi ochota, by samemu sięgnąć po pióro. By po Barańczakowemu spróbować sił i buńczucznie huknąć: potrafię lepiej! Powodowany gniewem i atawistyczną agresją, rozglądam się wtedy, chodzę wkoło jako lew ryczący, szukając, kogo by pochłonąć... i niewiele myśląc, biorę coś na warsztat.

Żeby nie odbiegać od bieżącej linii partyjnej ― vide PIS e tutti quanti ― dziś sięgnę po kompozycję „One” z płyty Metalliki pod jakże aktualnym politycznie tytułem …And Justice for All.

Utwór to przejmująca historia rannego żołnierza czasu wojny światowej. Nasz bohater zostaje w wielkiej wojnie (bo tak do ’39 określano u nas zmagania wywołane zamachem w Sarajewie, a za oceanem mówi się tak o nich do dziś) doszczętnie okaleczony, zdany na łaskę i niełaskę łapiduchów. To ostatnie słowo nabiera zresztą w jego przypadku tragicznie literalnego znaczenia. Targające weteranem emocje oddaje zestrojona znakomicie ze słowami muzyka. Wymowny jest też towarzyszący utworowi wideoklip.

Metallica zagrała ten kawałek m.in. w 1991 roku w Moskwie na festiwalu Monsters of Rock, który zgromadził rekordową rzeszę fanów: źródła mówią o przedziale od 700.000 do 1,5 mln widzów. Ludzkie mrowie zgromadzone na opuszczonym podmoskiewskim lotnisku, a były to ostatnie podrygi Związku Radzieckiego, widać dobrze na nagraniu z wykonania „Enter Sandman”.

No dobra, ale jak się do tego przekładowczego zadania zabrać? Tłumaczenie utworów muzycznych to twardy orzech do zgryzienia: trzeba oddać treść przy jednoczesnym zachowaniu rymów i meliczności, tak aby efekt końcowy translatorskiej roboty można było swobodnie wyśpiewać z wokalistą ― tu akurat Jamesem Hetfieldem (do czego zresztą zachęcam, bo to optymalny sposób oceny tego typu przekładu). Czy piszącemu te słowa udało się nie pogrążyć w otchłani mizerii? Osąd pozostawiam P.T. Czytelnikom.

Jedna uwaga na koniec: meliczność nie oznacza, że liczba sylab musi być dokładnie taka jak w oryginale; nie chodzi o ścisłą ekwiwalencję sylabotoniczną 1:1. W niektórych linijkach muzyka pozwala na pewne odstępstwa. Wystarczy, że przekład można zaśpiewać naturalnie do muzyki, w sposób możliwie jak najbardziej zbliżony – choć niekoniecznie identyczny – do oryginalnego wykonania. Dlatego najlepiej sprawdzić przekład, śpiewając go do instrumentalnej wersji utworu.

METALLICA
 One / Sam

I can’t remember anything
Can’t tell if this is true or dream
Deep down inside I feel to scream
This terrible silence stops me
Pamięć odbiegła całkiem mnie
Jawa od snu nie różni się
W środku aż głośno wyć się chce
Lecz w grozie ciszy milknę

Now that the war is through with me
I’m waking up, I cannot see
That there is not much left of me
Nothing is real but pain now
Wojna skończyła ze mną grę
Dziś budzę się, nie widząc, że
Nie pozostało wiele mnie
Jedno, co tylko znam ― ból

Hold my breath as I wish for death
Oh please, God, wake me
Tłumię oddech, chcę umrzeć już
Boże, przebudź mnie

Back in the womb it’s much too real
In pumps life that I must feel
But can’t look forward to reveal
Look to the time when I’ll live
Powrót do łona to nie sen
Pompami życie wlewa się
Przyszłość nieznana, któż to wie
Czy wrócę pośród żywych

Fed through the tube that sticks in me
Just like a wartime novelty
Tied to machines that make me be
Cut this life off from me
Karmią na siłę prosto z rur
Wojenne dziwo ― żywy trup
W okowach maszyn leżę tu
Weźcie to odłączcie

Hold my breath as I wish for death
Oh please, God, wake me
Tłumię oddech, chcę umrzeć już
Boże, przebudź mnie

Now the world is gone, I’m just one
Oh God, help me
Hold my breath as I wish for death
Oh please, God, help me
Zniknął cały świat, jestem sam
Boże, pomóż
Tłumię oddech, chcę umrzeć już
Boże, pomóż mi

Darkness imprisoning me
All that I see
Absolute horror
I cannot live
I cannot die
Trapped in myself
Body my holding cell
Ciemność więzieniem mym
Przed oczami
Sama zgroza

Ani żywy
Ani trup
Więzień siebie
Ciało mi celą jest

Landmine has taken my sight
Taken my speech
Taken my hearing
Taken my arms
Taken my legs
Taken my soul
Left me with life in hell
Mina zabrała mi wzrok
Skradła usta
Skradła uszy
Skradła ręce
Skradła nogi
Skradła duszę
Dała życie w piekle

PS Swoją drogą, barowanie się tłumacza z utworami muzycznymi jest zbliżone do zmagań z poezją, nie uważacie?


© by Paweł Jarosław Kamiński 2018 (aktualizacja: wrzesień 2025)